Katarzyna Kawa na Riwierze Tureckiej spędza już trzeci tydzień, poprzedni zakończyła na półfinale WTA 125 Megasaray Hotels Open, w obecnym zameldowała się już w 1/8 finału. W efektownym stylu rozbiła Greczynkę Despinę Papamichail 6:1, 6:3, pierwszą piłkę meczową miała po 59 minutach gry.
Podobnego scenariusza, może jeszcze bardziej okazałego w kontekście wynikowym, można się było spodziewać po pierwszym starciu Mai Chwalińskiej. Reprezentantka Polski została w Antalyi rozstawiona z “8” – w drabince trafiła do niej 17-letnia Ada Kumru.
Reprezentantka Turcji dostaje tu bowiem “dzikie karty” – dla niej to okazja na złapanie doświadczenia w starciach z lepszymi tenisistkami. Rok temu była 60. juniorką świata w rankingu ITF, niedawno rywalizowała w juniorskim Australian Open. W Antalyi w dwóch poprzednich turniejach rangi 125 odpadła w pierwszych rundach: najpierw ugrała cztery gemy w starciu z Nurią Brancaccio, później tyle samo w potyczce z Moyuką Uchijimą. Były to mecze nieco ponad godzinne, ze zdecydowaną dominacją jednej ze stron.
Chwalińska nie uderza mocno – to jej słabość. Jest jednak zawodniczką znakomicie wyszkoloną technicznie, umiejętności gry skrótami czy lobami może jej pozazdrościć wiele zawodniczek z czołówki. A dziś boleśnie o tym przekonała się nastolatka z Turcji.
WTA 125 w Antalyi. Maja Chwalińska zaczęła kolejny turniej. Ada Kumru z Turcji rywalką w walce o 1/8 finału
Chwalińskiej zdarzało się w ostatnim czasie odnosić wyraźne zwycięstwa, ale rzadko jej starcia trwają poniżej godziny. To też wynika ze specyfiki gry zawodniczki z Bielska-Białej, nie ma bowiem siły, by szybko zyskiwać przewagę w akcjach. Zamęcza rywalki, zmienia tempo, zmusza przeciwniczki do biegania. Zwłaszcza te, że które też nie są “strzelbami”.
Maja od początku więc “trenowała” młodą rywalkę – często posyłała skróty, a gdy tylko Kumru udało się dobiec i przebić piłkę, już musiała cofać się i bronić przed lobem.

Rosła więc przewaga Polki, w tym spotkaniu raczej od początku było jasne, kto wywalczy awans. Pytanie brzmiało, czy Kumru zdoła dobić do średniej z poprzednich spotkań. I tu szybko pojawiły się wątpliwości.
W czwartym gemie pojawiła się szansa na honorowego gema dla Turczynki – po ładnych akcjach prowadziła 40-30. Tyle że wracający return Polki wyrzuciła w korytarz deblowy. A na kolejną okazję Maja nie pozwoliła. Set zakończył się po 29 minutach, triumfem Polki 6:0. Chwalińska wygrała 27 z 39 akcji.
Tak samo rosła przewaga Polki w drugiej partii. Tym razem szansa na honorowego gema nadarzyła się przy stanie 4:0 dla Polki, gdy podawała Chwalińska. Kumru była w stanie cierpliwie przebijać piłki na drugą stronę, błędy przytrafiły się naszej zawodniczce. I po jednym z takich forhendów Maja uderzyła w siatkę, zrobiło się 15-40. Za moment jednak ładnym drajwem skończyła kolejną akcję, a później znów wymusiła pomyłkę przeciwniczki. I już była równowaga. A po kolejnych akcjach to jednak Chwalińska podwyższyła na 5:0.
W swojej karierze Maja wygrała już kilka spotkań “rowerami”, czyli 6:0 i 6:0. Ostatnio – nieco ponad trzy miesiące temu w WTA 125 w Quito – w 55 minut rozbiła Tanię Varelę Alvarado, ale też przeciwniczka pojawiła się tam trochę z przypadku.
A teraz Maja rywalizowała z juniorką, która marzy o występach w zawodowym turze. I po kolejnym gemie już mogła odhaczyć kolejny rower, mecz potrwał 62 minuty. W drugiej partii Kumru ugrała zaledwie dziewięć punktów.

